tytuł notki


Lublin i przyjaciele

No to jedziemy po Długiej przerwie. Znowu na blogu, znowu z weną i to tym razem z naprawdę soczystą. Ostatnio pisze wszędzie wiec w niedługim czasie trochę tu się pojawi moich dziwnych rozkmin ;)

            Co prawda od marca wiele się zmieniło ale o tym w telegraficznym skrócie: udało się zaliczyć pierwszy rok studiów, wyrwać po kilku letniej przerwie z miasta na dwa tygodnie, zrobiłem papiery na wózek widłowy, trochę popracowałem,  To tyle w telegraficznym skrócie.

            Znów wróciłem na szlak. Zaczynamy żyć od turnieju do turnieju a wszystko znowu poniekąd przez Jagodę ;P namówiła mnie na challangera w Rzeszowie a dzięki temu znowu się wkręciłem w życie turniejowe. Wyjazd do Rzeszowa również zasługuje na notę więc taka zapewne się pojawi ale o tym za jakiś czas jak znajdę kartkę gdzie spisałem tamta notę.

W każdym razie udało mmi się w końcu dotrzeć na turniej do Lublina, podróż ta należała do pełnej przygód ale po kolei.

Zazwyczaj wszelkie opowieści zaczynały się w hali dworca centralnego w sobotę nad ranem, tym razem jednak wyjazd zaczął się w piątkowy wieczór i to nie na dworcu a w Tattoo przy barze gdzie czekałem na Thralla który miał się objawić na Ursynowie i nocować u mnie bo nie było szans aby ze swojej wsi dotarł na dworzec na właściwa godzinę. I tak siedziałem czekając na niego i  najpierw objawił się tam R.I.P-lay później pojawiła się Mysz i spółka, zawitała też Zuz i przyciągnęła ze sobą Mizioła. Do tego doszły kompletne zaskoczenia takie jak pojawienie się Rolanda czy to że R.I.P dobrze zna gościa który był akurat za barem a Thrall zna ze szkoły dziewczyny które akurat obchodziły tam osiemnaste urodziny, w każdym razie całkiem przypadkiem zrobiło się mocno ciekawe spotkanie gdzie prawie każdy znał (lub słyszał o nich) sporo osób siedzących w knajpie i było o wiele ciekawiej niż na niejednym „ustawianym” spotkaniu ;) były śpiewy w ramach karaooke, był thrall wywijający na parkiecie tak ze cały lokal się na niego gapił i było ogólne pijaństwo

            Kolejny akt tej opowieści to centrum. Coś mnie tknęło aby podzwonić do ludzi którymi jadę i sprawdzić czy wszyscy zmierzają w odpowiednim kierunku. i tym sposobem Obudziłem Balina który słodko spał a dawno powinien być na nogach, dowiedziałem się również od Christo że pani na wschodnim powiedziała mu że nasz pociąg nie istnieje. W końcu udało nam się zlokalizować pociąg  a nawet pusty przedział jednak na wschodnim dowiedzieliśmy się że wagon w którym już się rozlokowaliśmy jedzie do Terespola a wagony do Lublina są hen hen z tyłu o.O. W końcu jednak udało nam się wylądować we właściwym wagonie i być w 80% pewnym że dojedziemy na Lublina a dalsza podróż przebiegła na korytarzu bez większych katastrof i była pełna (jak zwykle) dziwnych rozkmin typu jazda na zimny łokieć xD. W Puławach dołączył do nas jeszcze Darius. Jakież było jego zdziwienie kiedy wsiadł do wagonu i zobaczył że nie mamy ani jednego wolnego miejsca w przedziale a wszyscy siedzimy na korytarzu (biedak myślał że sobie posiedzi te dwie godziny) .

Akt trzeci to już Lublin, Lubliniańska sobota przebiegła podejrzanie spokojnie, piwko potem bitwa potem znowu piwko i znowu bitwa i tak całą sobotę. Co do samych bitew bilans był naprawdę korzystny, 3 maski do przodu i 5 pkt straty do lidera. A po bitwach nastąpiło to co najlepsze na masterach czyli „patologiczne nocne manewry” wyjątkowo picie nie odbywało się miedzy stołami a kulturalnie w knajpie (bardzo przyjemniej z resztą) jednak nic ciekawego się zbytnio tam nie działo (no może poza zdjęciem z Jagodą na pierwszym planie i miną barmanki kiedy kupowałem sobie 1,5 litrowy dzbanek żywca a kobieta spytała się ile szklanek do tego, mina kelnerki kiedy powiedziałem „jedna wystarczy” bezcenna ;P).

 

Niedziela to już zwieńczenie mastera. Dwie szybkie bitwy które przegraliśmy na własne życzenie, kilka piwek, pożegnania i w drogę do domu. Miałem lekki niedosyt po turnieju bo przed masterem za piąte miejsce dałbym się pokroić po masterze na piątym miejscu chciałem się krajać jednak cóż, przez porywczość Balina i mól olewaczy stosunek do bitew oraz brak doświadczenia nie daliśmy rady nic więcej ugrać.

Ostatni akt tej opowieści to powrót pociągiem i bohaterskie zdobywanie przedziału w pociągu, podróżą podczas której wyszliśmy na ultra chamów po wizycie konduktorki dzięki Derdzie xD

Historia ta kończy się tak jak się zaczęła czyli w Tattoo. Siedziałem z Linuxem przy barze gadaliśmy z barmanem i nagle słyszę: -Linux?? Kozioł?? No siema!! Okazało się że spotkaliśmy w Tattoo dawnego battlowca i Powergamera Władeczka. I tym sposobem historia skończyła się przy zimnym kasztelanie i opowiadaniu dziwnych a jednocześnie niesamowicie ciekawych historii. Kolejną notę machnę w najbliższym czasie „do zobaczenia wkrótce u ciebie w mieście”

 

a na koniec dwie nuty idealnie pasujące do klimaty wyjazdowego:

http://www.youtube.com/watch?v=6s2fphTK428 Grammatik - w drodze
http://www.youtube.com/watch?v=oqzTignky58 Hemp gru - Droga



strefakozla 2009-10-03 00:22:42
skomentuj (1)
300 dni w trasie gapiąc się w szybę

Zawsze jak chodzi o notki najtrudniejsze są pierwsze słowa. Właściwe rozpoczęcie myśli jest najważniejsze później już jakoś leci i stuka się w tą klawiaturę dopóki tekst nie wypełni wystarczającej przestrzeni. Przyszedł czas na kolejną notkę. Za nami kolejna równonoc wiosenna. W tym roku w przeciwieństwie do poprzedniej spędziłem ją nie nad książkami do geografii czy wos-u a na turnieju w Krakowie pośród bliskich mi ludzi. Szybka decyzja, szybkie pakowanie i szybki dwu-dniowy wypad z miasta po to aby oderwać się chodź na chwile z miasta.

            No i po raz kolejny udało mi się ludzi zaskoczyć ^^. Heru kiedy zobaczył że dzwonie myślał że znowu chce spytać o jakąś knajpę na starym mieście u nich, Kubek kiedy usłyszał że do niego dzwonie i chce pożyczyć armie na turniej ze dwa razy upewniał się czy dobrze usłyszał i czy nie robie sobie zwykłych jaj, a Jagoda myślała że Heru się z niej nabija kiedy ten stwierdził że przyjeżdżam, przecież widziałem się z nią w czwartek i nigdzie się wtedy nie wybierałem :P

            I tak oto zaczęła się kolejna przygoda, po długiej przerwie po raz kolejny spotkanie w hali głównej centralnego. Godzina 6.00 na zegarze pamiętającym Gierka, na zewnątrz hali miasto leniwie budzi się do życia a my znowu stoimy gotowi aby udać się setki kilometrów w nieznane. Kilku czubów jadących kilkaset kilometrów po to aby stoczyć bitwy swoimi figurowymi armiami. Dziecinne, prawda? Może i tak ale chodzi o to aby znowu w jednym miejscu spotkać takich samych wariatów z całego kraju z którymi łączą mnie wspólne zainteresowania i z dowolną osobą nie mam problemu aby znaleźć temat do rozmów to nawet jeżeli taka persona nie interesuje się piłką nożną, jest lewakiem i nie lubi w dobrej ekipie napić się piwa to i tak mogę z nim pogadać o „przydatności Valut warden teamów w rozpisce na 350 pkt” ;P  i to jest właśnie piękne w tym szaleństwie. Ludzie z którymi zagrało się dziesiątki bitew, rozwaliło kilka flaszek czy przejechało setki kilometrów. Takie rzeczy niesamowicie zbliżają do siebie ludzi. I właśnie dlatego każdy patrzy regularnie w kalendarz czy niedługo nie ma jakiegoś ciekawego wyjazdu, kolejnej okazji aby powiedzieć matce „cześć, wychodzę, wrócę za dwa dni, zarzuć pieniądzem na bilet kolejowy”. Wolność, niezależność i nieznane to chyba najważniejsze powody dla których jeździmy (no oczywiście oprócz tego że śmigamy pograć swoimi figurowymi armiami).

            Można by powiedzieć że jesteśmy paczką dobrych znajomych ale mieszkających w różnych miastach i będących w różnym wieku. Jeżeli dobrze liczę to już piąty rok jak tak jeździmy po różnych dziwnych miastach a poza tym ze kilka zacnych osób odeszło kilka jeszcze bardziej zacnych przyszło to nic się nie zmieniło, Michał kiedy rozmawiałem z nim w piątek przeraził się kiedy mu powiedziałem że ja już jestem na studiach, on po prostu pamięta jak większość naszej bandy była w gimnazjum i cały czas pewno będzie mu się wydawać ze jesteśmy tymi samymi małolatami bo mimo ze czas leci to u nas wszystko po staremu. Żyje się od EEGT przez DF-y i mastery w Lublinie do Bazyliszka i tak każdego roku w kółko.

             Nie umiem do końca przelać tego co myślę na papier. Po prostu zajebiście się cieszę że mogę na spontanie jeździć po to aby dobrze się bawić z ludźmi którzy tak naprawde niewiele wiedza o sobie (baaa nie znam imion większości ludzi z którymi niejedną flaszkę rozwaliłem) a każdemu gęba się śmieje na widok tych ludzi.

            I tym sposobem dotarłem mniej więcej do końca. Co prawda nie wyszła z tego notka o wyjazdach tak miała być w zamyśle ale trudno może następnym razem wyjdzie ( wybacz Caro, to wena decyduje o tym o czym pisze następnym razem się uda :P). Tym razem po prostu uznałem że warto napisać kilka słów o koalicji wyjazdowiczów MKE-LDE-UWO trwajcie w tym dziwnym hobby jak najdłużej kolejny punkt programu to EEGT na którym znowu będzie sporo powodu do śmiechu.

P.S

Specjalne podziękowania należą się Jagodzie która w czwartek była tak pełna optymizmu i radości z powodu Krakowskich manewrów że zaraziła mnie tym i zamiast siedzieć w domu na dupie spakowałem torbę i pojechałem czego nie żałuje (W sprawie tego wielkiego miśka to jeszcze podyskutujemy ale na swoich urodzinach spodziewaj się samochodu wariatów z WWA ;P)   

p.s2

foty z krakowa jak ktoś nie widział  http://www.twierdzalotr.pl/modules.php?name=News&file=article&sid=942 a tak poza tym po DF-ach kumaci niech spodziewają się telefonu o chalangerze u mnie w ogródku ]:->


strefakozla 2009-03-24 20:39:00
skomentuj (2)
^.^

dzisaj będzie przerost formy nad treścią. A mianowicie:
KIERWAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA
DOSTAŁEM SIE NA AON
ZAPRASZAM NA WÓDKE
dziękuje za uwage. to był nie kontrolowany wybuch emocji ;)
strefakozla 2008-07-25 10:49:43
skomentuj (0)
jest już późno pisze...

Szukałem w ostatnim czasie weny, przez długi czas nie miałem pomysłu co napisać aż w końcu na to wpadłem. Wsiadłem w okolicach północy do N34 i wtedy mnie dopadła ona. jak zwykle bez zapowiedzi, bo nigdy wena nie przychodzi zapowiedziana. Wpadłem wtedy na pomysł aby napisać o Warszawie nocą. Temat na pierwszy rzut oka wręcz ordynarnie banalny. Bo co ciekawego może być nocą w betonowej dżungli? I niejedna osoba myli się w tej kwestii, ponieważ nie zna życia ten kto nie widział syreniego grodu z perspektywy ulicy nocą.

No ale do rzeczy. Długo się zastanawiałem gdzie by się zaczynał film o WWA nocą gdyby takowy powstał, i doszedłem do wniosku że tym miejscem był by Dworzec Centralny. Tak, ten wielki moloch stojący w sąsiedztwie złotych tarasów i pajaca. Miejsce przez które każdej nocy przewija się kilka tysięcy ludzi. Jednych przywożą pociągi z daleka, inni wybrali się na spacer i nogi same ich tam przyprowadziły, reszta ludzi czeka tam na swój autobus nocy który ma ich zawieźć w bliżej nie znanym celu i kierunku. A do tej już ciekawej mieszanki trzeba dodać ludzi dla których noc to czas pracy, goście z Afryki i Azji prowadzący swoje budki z Kebabami czy facet czyszczący w nocy podłogę na hali głównej dworca.

Jednak taka produkcja nie mogła by się ograniczyć tylko do Dworca. Aby zobaczyć miasto nocą trzeba wsiąść do jednego z autobusów nocnych. Autobus pełen ludzi, zazwyczaj młodych i wracających z imprez. Jedni w takim stanie że dnia następnego będą się pytać „jak ja dotarłam do domu?” inni tylko lekko rozbawieni przez alkohol który wypili. Do tego od czasu do czasu można trafić na grupy Legionistów świętujących kolejne zwycięstwo umilających pasażerom podróż prezentując cały repertuar piosenek prosto z trybun. Z każdym przystankiem jednak zmieniają się towarzysze tej nocnej podróży. Jedni wsiadają inny wysiadają jednak im bliżej końca podróży tym mniej ludzi z nami jedzie. W końcu przychodzi moment że i my musimy opuścić nasz środek transportu. Tu zaczyna się kolejny epizod tej historii. Podróż pomiędzy blokami. W prawie wszystkich mieszkaniach zgaszone światła za wyjątkiem kilku mieszkań. zawsze mnie zastanawia co ci ludzie tam robią w środku nocy, czy po prostu śpią przy zapalonym świetle czy tak jak ja cenią sobie noc i jej cisze więc wykorzystują ten czas aby skończyć swoje zajęcia lub zająć się jakąś wciągająca książką czy filmem (Kiedyś podczas jednego powrotu do domu zacząłem liczyć w ilu mieszkaniach pali się światło i wyszło mi że 10-15% ludzi nie śpi w nocy. Przyznam się że aż tylu nocnych Marków się nie spodziewałem). Podczas takiego marszu pomiędzy blokami przyjdzie nam spotkać przeróżnych ludzi. Od gości którzy wybrali się do nocnego po zapas różnych używek po gości którzy spacerują po kilka godzin w nocy. Generalnie rzecz ujmując noc to czas kiedy panują wszelkiego rodzaju indywidualności, to one nadają rytm życia nocnej metropolii w czasie kiedy zwykły szary kowalski śpi i regeneruje siły przed kolejnym szarym dniem.

Taka podróż przez miasto nocą dla jednych będzie czymś magicznych i innym dla pozostałych zwykłym przerywnikiem miedzy jednym dniem a drugim. Jednak jest to czas kiedy muzyka miasta w jego światłach rozbrzmiewa prawdziwym magicznym głosem.

Na tym zakończę swoją własną wizje miasta nocą. Mam nadzieje że chodź trochę udało mi się przybliżyć jego magię. A na koniec utwór idealnie pasujący do tego. Grammatik – jest już późno pisze.   http://www.youtube.com/watch?v=1nQBuwvckk0


strefakozla 2008-07-15 23:09:10
skomentuj (4)
7 Lat w Tybecie :)

 No i co? Przyszedł dzień który musiał w końcu nadejść. Ja mówię ludziom że kończę odsiadywać dwunastoletni wyrok. Ponad dekada spędzona w różnych szkołach zaczynałem jako mały smark uczący się czytać i pisać a kończę „teoretycznie” jak człowiek dorosły. 12 lat siedzenia w ławce z przypadkowymi ludźmi, z jednymi znajdowało się wspólny język z innymi nie zamieniło się ani słowa i nawet nie mogę sobie przypomnieć jak takie osoby się nazywały. Warto jednak podsumować „odsiadkę mojego wyroku”. 6 lat podstawówki, nie było to nic nadzwyczajnego jedyna rzecz godna wspomnienia to przyjaźnie i znajomości które często przetrwały do tej pory szkoda tylko ze nie wiem co się dzieje z niektórymi osobami (ale to już jest robota dla Grona i Naszej klasy) z którymi naprawdę dobrze się dogadywałem. Z podstawówką mam jedno skojarzenie, mianowicie gra w kwadraty, podwórko przy Hawajskiej 4, ławeczka, Dziadek zwany samurajem Jajbą który strzelał z karabinu na kulki do nas jak ktoś wleciał w rośliny które on zasadził i ludzie z 3 podwórek którzy tam się zlatywali zaraz po lekcjach jeżeli tylko była ładna pogoda. Później nastąpiły 3 lata gimnazjum, samo przejście z podstawówki do gimnazjum nie można uznać za coś fajnego. Nagle młody dzieciak opuszcza mury przyjemnej podstawówki i ląduje w Gettcie, w klocu do którego chodzi 1400 osób a korytarze przypominają arabski bazar. 9 klas na roku, w każdej klasie blisko 30 osób do tego dochodziła podstawówka. A to wszystko w 2 niewielkich budynkach. Było to naprawdę dziwne miejsce gdzie jednak trzeba było kogoś znać. Gdzie panowały mocne zasady których wszyscy przestrzegali. Nikt na nikogo nie donosił, nikt się nie woził bo można było za to wyłapać po zębach a jednocześnie była fajna atmosfera. Nie było jakiś specjalnych podziałów, prawie wszyscy byli z tego samego osiedla, nie było podziału na „bananowy Konstancin” (czy inne Piaseczno) i „Wielką płytę Ursynowską” każdy kto zaczynał się za bardzo wozić czy szpanować zaznawał różnych konsekwencji. Były to po prostu 3 lata w molochu w którym trzeba było się przystosować do panujących reguł albo bywało mało fajnie przez 3 lata dla kogoś kto tego nie zrobił. Ostatnim miejscem odsiadki było LO znowu trzeba było się dostosowywać. Ludzie już jacyś poważniejsi, ale też inni, skończyło się krycie każdego, szanowanie zasad a zaczynał się szpan i lans. Wyraźny podział na Kliki i brak jakiejś jedności ale też o wiele większa integracja miedzy ludźmi w małych grupach. Cała masa wspólnych imprez, wyjść, ustawek jednak to było coś naprawdę fajnego. 11 wariatów którzy niesamowicie się od siebie różnią a świetnie się dogadali i stanowili jeden kolektyw (nie no oczywiście nie było tak od pierwszego dnia, baaaa odnoszę wrażenie że początku byłem dość mocno izolowany a miedzy facetami w klasie istniała sile podziały ale na szczęście zanikły z czasem) który razem balowali (i raczej będą balować) lądowali razem u dyrekcji i 3 lata dobrej zabawy pełne mnóstwa dziwnych akcji (dowodem na to niech będzie chociażby lista setki najlepszych wariactw nad którą pracujemy) będzie mi tego potwornie brakować bo mam wątpliwości czy będą jeszcze takie dni że wracam do domu i policzki mnie bolą bo przez 6 lekcji cały czas się z czegoś śmiałem. Ja osobiście odnoszę wrażenie że przez te 3 lata przeszedłem dość poważną metamorfozę i nie myślę tutaj o wyglądzie zewnętrznym a o charakterze. Zamiast cichego, walniętego koziołka jest... no właśnie kto? Na pewno człowiek pewny siebie który konsekwentnie dąży do swojego celu. Generalnie o tych 3 ostatnich latach można by napisać książkę, teraz tego już nie będzie, będzie coś kompletnie innego. Co to będzie? Odpowiedź pozna się na jesieni a do tego czasu najpierw będzie matura a później zasłużone 4,5 miesiąca wakacji. Na koniec standardowo dobry utwór do tego Grammatik – Pamiętam          eF-I-eS-Zet
A w mojej głowie przestrzeń mam solidnie wypełnioną
Setki wspomnień, więc podpierać muszę głowę dłonią
Są rzeczy co bolą, co wolą raczej nie wychodzić na wierzch
Tylko topić się na dnie
Więc proszę nie dręczcie mnie
Ja w tym co dobre, leciutkie chcę zanurzyć się i w tym pływać
Brud zostawić za sobą później pozmywać
Choć wiem że tak trudno z twarzą przegrywać
Uczę się wiem że nie zawsze muszę wygrywać
Uczę się, nie wiele wyniosłem ze szkoły
Pociłem się, nie spałem przez pierdoły
Które równie szybko uleciały
Nie rozwijały tego co rozwijać miały
Zgubiłem się gdzieś lecz odnalazłem po roku
Krok po kroku siebie szukałem
Kręciłem łbem na lewo, na prawo
W końcu podniosłem się i wstałem
I stoję i z gęby słowa wypadają prosto na mikrofon
Co pozwala nieść treść jak huragan, jak deszcz nieść moją treść
Gubiłem się, wstałem by później z hukiem spaść na ziemię
Są rzeczy co cieszą i bawią i są takie co dręczą sumienie
Są we mnie sprzeczności których nie potrafię zmienić i nie zmienię
Ulatują gdzieś i pozostaje po nich tylko wspomnienie
Ahaa

Ja pamiętam kapsle, na podwórku nas szczeniaków
Pamiętam grę w siatkówkę na trzepaku
Szkołę, luz, uwagi, skargi
Siniaki, rozwalone wargi
I żale matki, podstawową szkołę
Boisko żwirowe, wszystkie strzelone gole
Świat niewinny, gdy wszyscy mieli uśmiech na twarzach
Teraz co drugi dziwne interesy trzaska
Stara ulica, jakby już z innego miasta
A stare przyjaźnie to dawno przebrzmiała bajka
Nie ma już tego luzu, teraz inne wieczory
Gdzieś zniknęły szklane domy
W moim życiu mikrofony
W ich schody szkoły, w moim życiu muzyka
Wszyscy nagle, obcy do zła chcą się dotykać
Ja pamiętam ich jako chłopcy z dobrych domów
Teraz to dzieci ulicy i hardcorowcy z wyboru
Świat zmienia się, ale to tempo mnie przeraża
Jest ok, ale niepokój gdy trzeba wstawać rano
Z odwagą trzeba patrzeć w przyszłość
Wielu z nich lata na disco
Pieprzyć hip hop, ej walić to
Nie będę się tym przejmował
Choć, zwariował świat który mnie wychował

W mej głowie wspomnienia pozytywne skojarzenia
Do zobaczenia chwilom, które były, teraz ich nie ma
Nie ma takich trwałych, których nigdy czas nie kruszy
Nie pamiętam już, co mi wtedy grało w duszy
Mogę jedynie wspomnieć, przywołać obraz zapomniany
To co było kiedyś dzisiaj już się nie odstanie
W sekundę nie powstanie nic na zawołanie
Czasu oszukanie, każda próba dla mnie klęską
Wspominam i myślę czy stałem się osobą lepszą
Czy przejmują mnie ludzie, którzy za plecami pieprzą
I czy moje słowa ciągle porównywane z kartką pierwszą
Mnie czas zmienia, czy to wpływ środowiska
Czy przez długie teksty odchodzi osoba bliska
I tracę nad sobą kontrolę a ból me serce ściska
Jak każdy kiedyś chcę odnaleźć swoją przystań
Są momenty radosne i takie kiedy chce się płakać
Są takie których z pamięci nie mogę wyłapać
Teraz marzę o tym by mieć je znów przed oczami
Chcę wspominać bo to owoc który dojrzewał latami

Pamiętam momenty jak ze snu chwile, jest ich tyle
Nawet jeśli często sens ich mylę
Wspomnienia bolą, ale chyba nic poza tym
Może te ślady jeszcze kiedyś zaprowadzą mnie tam
Cicho jak woda kapie z kranu
A ja w szybę wzrok swój wlepiam
Wiele czasu czekam, na to czekam
Ale wiem że nie dam rady
Przecież każdy z nas ma swoje wady
Nowych doświadczeń pełen chęci
Ja stanąłem, ale świat dalej pędził
Nawet nie wiem kiedy skręcił, po co mi to
Rozumiesz, wolę iść drogą ubitą
Być pewnym siebie jak kalito
Ten świat legł w gruzach, od nowa
Lecz tym razem będę słuchał

strefakozla 2008-04-19 17:52:40
skomentuj (6)
Dokąd idzesz świecie??

Taa... nowa nota. 21 Marzec według podręcznika do geografii dziś mamy równo noc WIOSENNĄ -.- matura zbliża się coraz większymi krokami. Z 6 postanowień noworocznych (dwie notki niżej) zostały tylko 4. Za oknem deszcz a ja siedzę w swoich 4 ścianach a w głośnikach rozbrzmiewają „Światła Miasta” Grammatiku. I zastanawia mnie jedno. Mianowicie odnoszę wrażenie że coraz trudniej znaleźć ludzi którzy kierują się zasadami. Takich dla których miłość, honor, przyjaciele to nie są puste hasła a poglądy którymi kierują się w życiu. Sam w tej kwestii nie jestem idealny no ale jak widzę typa który spotyka się z panną tylko po to aby sobie „popukać” to dochodzę do wniosku że nie chce siedzieć w takim świecie i pomysł aby wyjechać na Islandię i wieść prosty żywot rybaka robi się naprawdę sensowny. Możliwe jest że po prostu się starzeje ale dobrze mi z tym. Nie mam żadnych problemów spojrzeć w lustro a jeszcze na wiosnę tak bywało. Mam już z deczka dosyć całej pop-kultury tego że w piątek wieczór widzę mnóstwo napranych dzieciaków lat 15-16. Siedziałem w środę z Kaczym przed klubem i przewinęło się przed nami 3 takich wyrostków maks trzecia klasa gimnazjum. Taki widok nie dość że jest smutny to jest zwyczajnie żałosny. Podsumowując, smutne jest to co się dzieje z przyszłością narodu. Spotykasz się z jakąś dziewczyną a się okazuje że ona sobie „skacze w bok” na imprezach, ludzie oceniają się nie po poglądach czy czynach a po tym jak jesteś ubrany i czy masz pedalskie różowe polo lakosty. Czy okazuje się że twój kumpel spotyka się z panną aby sobie popukać a ta później o wszystkim opowiada koleżankom i wypisuje wszystko na gronie. To jest chore,  i szczerze mówiąc jakoś mi się nie marzy żyć w takim świecie (nie żebym stawał się emo ale dopada mnie marazm na myśl o tym wszystkim).  na koniec tekst jednej piosenki ;) który jak na mój gust idealnie to pasuje.

Mówię ci, każdy z nas szuka spokoju
Gdzieś w głębi, każdy chce być daleko od kłopotów
Lecz wielu woli, na skróty, gdzieś na łatwiznę
Na przypał, na kredyt, biorąc w sobie życie
Lecz pomyśl, nim będzie za późno by się połapać
Nie ma takich kredytów, których nie trzeba spłacać
Szybka, łatwa kasa, wozić każdy chce się szumnie
Nie rozumiem tego, praca rządzi wszystkim wokół mnie
(wokół mnie)
Obowiązki, lecz na spoko znajdę chwile
Gdy inni pędzą, znajdę moment by pomyśleć
Za mało czasu, a u mnie życie spontaniczne
Stojąc z boku, gdy peleton chce pędzić szybciej
Szukając szczęścia w zwykłych momentach
Nie masz czasu pomyśleć, nie widzisz chwil piękna
Nic, nie widzisz w tej o banały walce
Pędzisz, ale cały świat ucieka ci przez palce
A ja chcę stać by wiatr mi twarz smagał
Przegapiania chwil nie ma w moich planach
Od rana spokój, od rana świat przez pryzmat otwartych oczu
Pewne, trzeźwe spojrzenie, nie to z billboard'ów
Rzeczywistość, ja spędzę swoje życie myśląc

Patrzysz, obserwujesz, cały świat masz w garści
A za chwilę na nic nie masz gwarancji
I tracisz kolejne szanse, beztrosko
Nie ma czasu by pomyśleć, wciąż gonisz za młodością
Coraz starszy, spontanicznie gubisz ostrość wspomnień kalejdoskop
Kłóci się z teraźniejszością, żyjesz w innym rytmie
Bo coś przestało istnieć
Tyle czasu, a teraz już nic nie wyniknie
Jak zwykle zapomniałem się zastanowić, odwykłem od obrazu
W którym nie wszystko mam od razu
Nikłe szanse, czy widzę egoistę, gdy w lustro patrzę?
Nie jestem bez winy więc rymami płaczę
Czy płaczą inni, czy tak jak ja tracą siły
Nie żałują, bo nie chcą, czują się nieomylni
Iść lepszą drogą, to gubić przeszłość
Pieprzyć dane słowo, brać przeciętność umysłową
Jako bycie sobą, przyjdzie czas gdy się zastanowią

Nie mam czasu nawet, aby o tym wspomnieć
Zamknąć usta, oczy spuścić skromnie
Powiedzieć głośno co mnie drażni
Popuścić wodze wyobraźni
Latarnie wszędzie dawno zgasły
Jedynie jeszcze świecą gwiazdy
A pośród nich się zastanawiam
Czy znajdę czas, który ucieka nadal
W szalonym pędzie, gubię sens życia coraz częściej
Zmrużyć oczy, przewidzieć to co będzie
Nie mam już sił by przez dziurkę od klucza świat podglądać
Ze zwątpieniem czekać na kolejne wschody słońca
Nie widzieć końca, wciąż zwlekać, przed tym uciekać
Nie bać się, bo przecież nie ma czego
Nieustannie, poznając sekrety istnienia
Rezygnuję, z życia ostatniego tchnienia
To te spojrzenie jak ta ziemia nadal trwają
Są fałszywe, no bo w końcu przemijają

Łatwiej się zaszyć i o tym nie myśleć

Zapomnieć jest łatwo to co w życiu najważniejsze
Gdy biegniesz na oślep po drodze gubiąc szczęście
W garść weź się chłopak, dni wiadomo, nie są lekkie
Nic w przyrodzie nie ginie i wszystko ma swoje miejsce
Świat przegapić jest łatwo, więc dobrze się zastanów
I konsekwentnie, nie na przypał ruchy planuj
Ranki czasem nie są piękne, to wiadomo, ale przecież
Są zawsze czymś nowym wieczorem, możesz czuć się lepiej
Nigdy nie jest za późno by odwrócić bieg wydarzeń
I pokonać nieszczęścia, które chodzą od lat w parze
Wszystko może się zdarzyć, musisz być przygotowany
Nikt od razu w życiu nie jest spisany na straty
Nie ma czasu pomyśleć, bo zostawiłeś go przed laty
Za błędy młodości będziesz długo spłacał raty
Oczywista rzecz, którą gubisz w miasta gwarze
Masz kogoś obok, to niech nową drogę ci wskaże
Nie będziesz przecież żyć w nie swoim wymiarze
Pamiętaj o tym, na razie

Łatwiej się zaszyć i o tym nie myśleć 

    

strefakozla 2008-03-21 21:11:41
skomentuj (13)
W otoczeniu szarych bloków stoje ma mały człowiek

Pojawiło się nowe tło wiec jest czas na nową notkę. Siedzę tak pośrodku 4 ścian, ścian które w sumie wiedzą za wiele. Siedzę przed kompem, za oknem mrok nocy a mnie naszło na wspomnienia z podróży. Siedzę cały czas przy tym biurku tworze notatki z rożnych przedmiotów, marnuje czas na głupoty, oglądam kolejne filmy a to wszystko od dawna w dźwiękach „Grammatika”. Chciałbym aby to się już skończyło. Siedzenie tutaj z myślą że niewiadomo co będzie w maju jest potworne. Nie wiadomo czy marzenia uda się spełnić czy legną w gruzach. Chciałbym aby już było po tym. Chciałbym z czystym sumieniem powiedzieć sobie że nie mam nic do roboty a następnie spakować zielony plecak i ruszyć do tych wszystkich ludzi których było dane mi poznać lepiej lub gorzej. Spotkać się znowu o 6:30 w hali na Centralnym czekając na pośpiech do Wrocławia, pakować się znowu do pociągu przez okno po spędzonych 3 dniach nad morzem. Podróż pociągiem niby nic specjalnego a dla mnie jest to coś wyjątkowego. Powrót z Wrocławia IC kiedy to za Poznaniem nie było już miejsc siedzących a my jechaliśmy w przejściu miedzy wagonami a dziewczyna ze złamaną ręką zatrzymała pociąg na dobre pół godziny. Powrót do domu z myślą że ostatni raz jadłem dzień wcześniej koło południa a ostatnie pieniądze wydałem na paint balla. Ale warto było, 3 dni zabawy, dyskusji czy rozpijania czegoś z ludźmi tam samo szalonymi jak ja. Podróże jak najtańszym wagonem w którym jest zawsze naj weselej, do tej pory nie mogę zapomnieć tego oficera który wsiadł w Koszalinie i sypał tekstami i dowcipami tak że wysiadałem w Gdańsku z bólem brzucha i policzków od brechtu przez kilka godzin. Podróż z chłopakami którzy wracali z Iraku czy tymi którzy jechali tam dopiero. Heh to była pierwsza i druga zmiana chłopaków w Iraku a teraz już chyba jest dziesiąta. Uczucie wolności, niepewność czy ten cholerny pociąg w ogóle dojedzie i czy nie zepsuje się gdzieś za Częstochową a to wszystko z tymi kilkoma ludźmi których łączą zainteresowania fantastyką (Haldir, Thrall, Kiellar, Truten dzięki chłopaki to jest coś co jednak warto przeżyć).  Myśl o tym ze tak naprawdę możemy wysiąść w Opolu i zostać tam na kilka dni bo nic nie pogania z powrotem do domu. Swoboda, wolność i brak celu to jest to czego mi tak naprawdę potrzeba. Szwendanie się z Kaśką po nocach po całym Ursynowie i jeżdżenie sobie nawzajem (dzięki że zawsze dasz się namówić na to aby założyć wytarte buty i ruszyć wokoło Natolina i Kabat). Mimo tego ze cały czas się na siebie obrażamy i staramy sobie dosrać to istnieje jakaś więź która zmusza nas do tego łażenia bez celu. Kolejnym takim miejscem gdzie mogę zapomnieć o wszystkim Jest dom Mizioła. Te siedzenie w czterech, wyzywanie się Mizioła i Dyma, Marcin wrzucający jakieś anegdoty i trudne słowa a to wszystko przy oglądaniu jakiś filmów z kategorii „beznadziejne ale jest dobra sieczka więc oglądamy” czy granie na 3 kompach, obrzucanie się wyzwiskami „ale masz rzęcha” i wspominanie gimnazjum. Ta trójka ludzi których bez problemu jestem już w stanie przewidzieć (w końcu jak się kogoś zna 15 lat to coś się o nim wie) ludzi których nie raz miałem dość a potem jak dzwonił Mizioł i mówił że idziemy na ławkę na kabaty to od razu leciałem. Obecnie jest jednak Styczeń. Do matury jest jakieś 110 dni a przed mocnym dołem chronią mnie dwie rzeczy: Wsparcie ze strony Eweliś (może tego nie dostrzegasz ale naprawdę dużo daje te twoje kilka słów pocieszenia daje naprawdę dużo w trudnych chwilach a tych jest ostatnio dużo) i myśl o tym ze od połowy maja znowu będzie można usiąść i stwierdzić że nie ma się perspektyw na najbliższe 3 miesiące i myśl że nie jest to nic co powinno martwić.Dzięki wszyscy że jesteście to dla mnie naprawdę ważne. Na koniec tekst piosenki która mi o tym wszystkim przypomina:Ciepła wiosenna noc mijam filary
górą jeżdżą pociągi ziemię znacząc torami
przy szpitalu, w którym leżał kiedyś piotrek
śpiące powiśle rozwidlenie soltz'a i dobrej
lubię włóczyć się po mieście, wiesz o tym doskonale
przy świetle latarń myśleć o moim mieście
i mam nadzieję, że nie boisz się deszczu
wyjdź z domu, spokój znajdź w powietrzu
w deszczu miasta oddech, na twarzy krople
w 'noce pełne inspiracji' zmieniam swe 'bezsenne noce'
gdzieś na mieście brat w swoim taxi
światłami kroi mgłę,ktoś może nad literami
próbuje przegnać sen, gapi się w sufit
próbuje znaleźć sens lub chce do snu się zmusić,
ktoś kogoś rzucił, ktoś płacze, ktoś się kocha, ktoś bije,
ktoś odgania stres tańcem
ty daj mi rękę, chodźmy na spacer
warszawską wiosenna, ciepłą nocą, która dla nas płacze

spacer przez ulice, aleje, place
wiosenną nocą, która płacze
chodź ze mną, razem przywitamy dzień nad wisłą
jutro zagadką, za to tej nocy może zdarzyć się wszystko

żyję dla takich chwil kiedy bierzesz haust powietrza
i krzyczysz chwilo proszę bądź wieczna
jestem zuchwały, bezczelny, zachłanny i co?
od kiedy pamiętam chciałem zobaczyć wszystko
karmię wiecznie głodny brzuch namiętności
razem z erato słowa na drodze ku nieśmiertelności
może to dziwne ale lubię noce
lubię ten mrok który narasta jak już zniknie słońce
ty odwiedzasz we śnie świat jak z bajki
ja wydeptuję ulice wydeptuję tuszem puste kartki
trzecią pokazują już zegarki,
krople kapią, łzy płyną, ktoś komuś w oczy patrzy
powietrze elektryczne, pełne emocji w twoim pokoju
kiedy słuchasz efektów tej nocy
słyszę kroki, ktoś wyrósł jak z podziemi, słyszę
'dobry wieczór, dokumenty, ręce wyjmij z kieszeni

spacer przez ulice, aleje, place
wiosenną nocą która płacze
chodź ze mną, razem przywitamy dzień nad wisłą
jutro zagadką, za to tej nocy może zdarzyć się wszystko

strefakozla 2008-01-16 00:13:14
skomentuj (5)
czas pogardy

od czego tu zacząć? skończył się 2007 rok. rok w którym wszystko przewracało się do góry nogami. było sporo rzeczy których żałuje, było też sporo takich dla których warto żyć. warto było być na tych wszystkich lepszych lub gorszych osiemnastkach. wbrew temu o pisałem w maju przyjaciół się nie porzuca. Dym, Marcin, Mizioł, Pindzitsu, Kociak Dejwa naprawdę fajnie że jesteście. mimo że nie zawsze się zgadzamy to nie raz pokazaliście że można na was liczyć. zostały mi 4 miesiące do matury co będzie później? nie mam pojęcia. plan jest dość ambitny ale zobaczymy co z tego wyjdzie. zasady w życiu się nie zmieniły, może trochę bardziej wydoroślałem ale to chyba dobrze. i Zrozumiałem ze ludźmi z lansiarskich kabat da się tylko gardzić. jak chodzi o jakieś pozytywne aspekty to spotykam się od pewnego czasu z pewną niewiastą. nie wiem jak to zrobiła ale skutecznie mnie oczarowała. co z tego będzie? nie wiem, nie potrafię odpowiedzieć ;/ ale myślę że wszystko idzie w dobrym kierunku. to chyba tyle wakacje upłynęły pod znakiem morza piwa i wielkiego doła, a rok szkolny to odliczanie dni do matury. 
jak chodzi o postanowienia noworoczne jest kilka:
- zdać dobrze maturę i dostać się na ten cholerny AON
- nie robić nic czego później będzie się żałować 
- być wiernym ideałom ;-) 
- sprawić aby uśmiech pojawiał się częściej na jej ślicznej buzi ;*
- i zmotywować się do znalezienia roboty w wakacje :P
- zdecydowanie mniej pić :P  

strefakozla 2008-01-01 18:31:33
skomentuj (5)
kozieełło wraca po roku gnoje

jest maj 2007. za 17 dni koncze 18 urodziny. wiele od ostatniej notki sie zmieniło w moim życiu. w październiku 2005 rozstałem sie z Martą. potem było sporo różnych dziewczyn na wieczór, tydzień, impreze. spokojnie mozna mnie określić degeneratem społecznym (do tej pory wielu akcji się wstydze jak np obrocenie kolezanki która w sobie nie ma nic ładnego). zmieniłem kompletnie towarzystwo z którym sie zadaje. owszem dalej kumam sie z dymem czy miziołem ale to juz sporadycznie ja za bardzo sie zmieniłem i przestałem ich rozumieć i to co robią. (czyli spędzanie życia przed ekranem kompa) pasują mi ludzie którzy tez rozumieją że zycie jest po to aby sie bawić a nie po to aby je przegapić. trzymam głównie z ludzmi z klasy z ogólniaka i ekipą rezydującą w cytadeli. z nimi sporo imprezuje, przebywam a za niektórymi poszedł bym w ogień. swego czasu chodziłem na mecze Warszawskiej Legii to tez w znacznym stopniu mnie zmieniło. nie ma juz spokojnego chłopczyka z gimnazjum który wszedzie widzial miejsce gdzie go skopią, stałem się pewniejszy siebie teraz mowie zawsze to co myśle a idea "żyj zawsze tak abyś nigdy nie został sam" stała mi się bardzo bliska. cieszyłem sie ze zdobycia mistrzostwa kraju przez Legie podłapałem tez doła po odpadnięciu z eliminacji ligi mistrzów. pojąłem też na czym polega zycie w szkole. zrozumiałem że trzeba miec wiele twarzy, wiedzieć z kim sie witać a kogo niszczyć. trzeba wiedziec z kim sie zadawac, na kogo gadac coś za plecami a komu powiedziec co o nim myśle w twarz.
jestem w drugiej klasie ogolniana czyli nikt mnie nie oblał na koniec pierwszej klasy. za rok mam mature i jakoś do niej trzeba dotrwać ze swoim wychowawca na ktorego ludzie z klasy mówią judasz, sprzedawczyk, kurwa. chcieli mnie po drodze wywalić z liceum i mam na koniec roku zachowanie naganne ale to dłuższa historia a ja nie chce juz do tego wracać
napisał bym coś jeszcze ale straciłem już wene ciekawe czy ktoś to przeczyta oprócz pojedyńczych osob którym wyśle link :)
strefakozla 2007-05-14 22:58:22
skomentuj (5)
Hokej w Warszawie

No ludziska znowu piszemy tutaj. Jest 1 października. Jestem obecnie w ogólniaku nr LXX, czego żałuje trzeba było przekonać wszystkich abyśmy oblali rok i zostali jeszcze w gimnazjum :-D
Ale nie o tym dzisiejsza notka. Mianowicie dziś był pierwszy mecz hokeja w Warszawie. Legia po 25 latach znowu ma sekcje hokejową na której mecze będziemy chodzić zawsze i wszędzie. O dzisiejszym meczu trąbiłem od dawna. Jednak wyszło na to że wybrałem się na niego z Julką ;). W autobusie spotkałem kilka osób które też jechało na mecz. Pogadałem sobie z człowiekiem, który chodził na mecze legi 25 lat temu i było ogólnie git. Koło 15 byliśmy na torwarze. Było już trochę ludzi z dobre dwie setki (zobaczycie pod koniec sezonu będzie z 1200) i przy zakupie biletów okazało się że dziewczyny na mecz wchodzą za darmo (to która dama by się wybrała na mecz :-P).
Udało nam się wreszcie dostać na trybuny i wreszcie po 7 latach znowu siedziałem na tych trybunach. Aż się łezka w oku kreci. Dzisiejszym przeciwnikiem naszej wspaniałej stołecznej drużyny była drużyna KTH Krynica (która wklepała naszym 0:4 :-P). kto na oczy nie widział hokeja ten nie wie co traci. Gra jest bardzo dynamiczna a na trybunach jest spokojnie (pod warunkiem ze zaliczamy jak spokojny chór 200 gardeł ;-) ). I ogólnie jest fajnie i ciekawie. Kupiłem sobie na meczu szalik bo w końcu nie można chodzić na mecze bez szalika swojej drużyny. I to by było na tyle. Następny mecz jest 22 października. Bilety ulgowe są za 5 zeta wiec to żaden pieniądz a warto. To tyle niech moc będzie z wami
i na koniec przerywnik kulturalny

CEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE
CWK!!
CWKS!!
LEGIA!!
strefakozla 2005-10-01 22:37:55
skomentuj (7)